Tego się nie da ukryć - po kilku latach zabawy z aparatem, dziś mogę już z całą pewnością stwierdzić, że fotografia to moja pasja, wypływająca z głębi serca. Dzięki niej jestem kolekcjonerką uśmiechów, smutków, trosk i świeżości życia. Prywatnie jestem mamą czteroletniej Nadii i malutkiej Katii. Zapraszam wszystkich do oglądania świata moimi oczami.

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz:
mistychild79@gmail.com

poniedziałek, 26 września 2011

Leśne skrzaty.

Chcieliśmy poczuć się już w pełni jesiennie i wybraliśmy się wczoraj do lasu. W poszukiwaniu kasztanów objechaliśmy najpierw lasy poza granicą Szczecina przy niemieckiej granicy, ale tam... nic, ani jednego kasztana. W końcu trafiliśmy do naszego miastowego Lasku Arkońskiego. I tu bingo!!! kasztanów w brud, aura jesienna w pełni, szeleszczące liście pod stopami, spadające na głowę żołędzie i muchomory trujaki. Odpoczęliśmy od miejskiego gwaru, dotleniliśmy się, nazbieraliśmy pół kosza kasztanów: bliźniaki, trojaczki i dzidziusie. Ciekawe co z nich powstanie...

Złapaliśmy też piękne światełko.





piątek, 23 września 2011

Witamy jesień.

Dziś pierwszy dzień kalendarzowej jesieni. Ech, jak szybko minęło lato. Pogody było jak na lekarstwo, ale i tak było cudne. Teraz będziemy łapać każdy pogodny dzień. W tym roku musimy skorzystać w pełni z jesieni i cieszyć się nią. Choć jej nie lubię, to muszę znaleźć jej urok, żeby zachować dobry nastrój. Mam nadzieję, że będzie słoneczna i barwna. Zaczynamy kolorowo jarzębinowo. Przed naszym domem rośnie jej dorodna odmiana o dużych pękatych owocach. Nadia w tym roku zrobiła swój pierwszy samodzielny sznur korali, prawdziwą igłą!!! Nie pokłuła się, starannie nawlekała jarzębinowe korale, teraz czeka, aż się pomarszczą.
Jutro wybieram się po wrzos i jesienne kwiecie, które rozweseli nasz balkon, bo po letnich surfiniach nic już nie zostało.






poniedziałek, 19 września 2011

Duet.

To jeden z moich ulubionych kadrów. Wspomnienie lata.


Dziecięce plany.

"Nadusiu, kim będziesz jak dorośniesz?"
"Będę sprzedawać, albo gotować, albo będę po prostu Nadią."
W tym sprzedawaniu i gotowaniu to raczej coś jest. To jej ulubione zabawy :) Kiedy zobaczyła dziadkową starą wagę, odważniki i liczydło, widziałam jak małe oczka świecą się z radości. Tata zbudował sklepowe półki, warzywa Nadia wyrwała samodzielnie z babcinego ogródka, jeszcze parę drobnych monet i gotowe. Trzeba jeszcze zwołać klientelę, w tym była najlepsza, słyszeli ją chyba wszyscy sąsiedzi.







czwartek, 8 września 2011

Ups...

Te piękne rolki skoszonego zboża znaleźliśmy w drodze na urodziny małego Mateusza. Nadia od dawna chciała usiąść na kopcu siana, zawsze wołała "Mamuś zatrzymajmy się teraz!". W ten dzień nie mieliśmy na to czasu, ale wróciliśmy tam specjalnie dla małej. Wjechaliśmy drogą w sam środek pola, wysiedliśmy i ...
"Mamuś, co tak śmierdziiii?, bleee.."
Tak, przyznam, że zapaszek był osobliwy, na całym wielkim polu! wytrzymaliśmy może z dziesięć minut, a Nadia już nawet nie myślała o wspinaczce na siano.
"Chcę już do doooomuuuu!!!" ... pojechaliśmy. To był jeden z ostatnich słonecznych dni, zapamiętamy go na pewno :)






piątek, 2 września 2011

Mamuś dlaczego...

"Mamuś, dlaczego oni nie myją zębów? to tylko ja wiem, że trzeba myć, bo inaczej pojawią się w ząbkach zębopsuje? ja mam dziury i muszę myć zęby, powiesz to cioci?"
"Dobrze porozmawiam z ciocią jutro."
To była reakcja Nadii na wiadomość, że przez pierwsze pół roku dzieci w jej grupie przedszkolnej nie będą myć ząbków (niektóre to naprawdę maluszki). Ja też tego nie rozumiem, tym bardziej, że w dotychczasowym przedszkolu ząbki myła codziennie. Dziurawiec z mojej małej, bo już ma dwa zęby zaklejone. Dziś po wizycie u doktor od ząbka sukces - wszystkie są na medal! Sukces także w przedszkolu, bo pani pozwoliła przynieść szczotkę i pastę, więc mała będzie myć zęby sama.

A samopoczucie w nowym miejscu? Cudownie, wesoło i na plus!!! Wczoraj była galaretka, a dziś placki z puderem, który jak trzyma się w buzi to znika :) ach, przedszkolne smaki... ja pamiętam paskudny zapach zupy mlecznej i kaszy manny, rozwodniony kisiel - okropieństwo bleeee i pomidory, których wówczas nie cierpiałam, a kazano nam jeść jak jabłka. Dziś wszystko się zmieniło :)