Tego się nie da ukryć - po kilku latach zabawy z aparatem, dziś mogę już z całą pewnością stwierdzić, że fotografia to moja pasja, wypływająca z głębi serca. Dzięki niej jestem kolekcjonerką uśmiechów, smutków, trosk i świeżości życia. Prywatnie jestem mamą czteroletniej Nadii i malutkiej Katii. Zapraszam wszystkich do oglądania świata moimi oczami.

Jeżeli chcesz się ze mną skontaktować, napisz:
mistychild79@gmail.com

niedziela, 30 października 2011

Mały przyjaciel i spółka.

Pamiętacie hit dzieciństwa "Mój dziadek dał mi psa"? Powinnam gdzieś mieć jeszcze płytę gramofonową z nagraniami Natalii Kukulskiej. To były przeboje. Patrząc na te zdjęcia zaraz przypomniał mi się klip do tej piosenki. Tam występował wielki włochaty psiór, bardzo słodki. My mieliśmy okazję przytulać nieco mniejszą wersję, małego pomponika o imieniu Duduś. To był dzień pełen wrażeń - Duduś, pieczenie kiełbasek, zbieranie gruszek i wspinaczka po drzewach w czereśniowym sadzie. Do tego słońce!










sobota, 29 października 2011

Słodka Czarownica cz. 2

Jakoś nie mogłam zabrać się za te zdjęcia. Wciąż mi coś nie pasowało, ale w końcu kilka jest! Wkrótce
Halloween, dlatego nie odpuściłam. Jesteśmy podatne na wszelkie świętowanie, dlatego musi być i w stylu zachodnim i w polskiej tradycji.







poniedziałek, 24 października 2011

Wspomnienia. Stacja Lipiany.

Stary dworzec kolejowy mojego dzieciństwa. Pamiętam jak stałam rankiem na peronie z mamą zmarznięta, opatulona we wszelkiego rodzaju "michałki", szale, czapy, pamiętam zimny wiatr i czas, który dłużył się niemiłosiernie, kiedy pociąg nie przyjeżdżał. Na dworzec odprowadzał nas Dziadek czerwonym rowerem. Ja siedziałam na ramie, a torby babcia przywiązywała sznurkiem. Kiedy pociąg w końcu przyjeżdżał było różnie, czasami luźno, czasami tłok. Jeden raz mama podała mnie do środka oknem, tak dużo było ludzi. Potem cztery i pół godziny jazdy, czasami z przesiadką . . . 218 km. Zapach pociągu, herbaty z cukrem i kanapek . . . Nie lubiłam powrotów, za każdym razem wolałabym zostać u dziadków.
Na ten stary dworzec zabrałam Nadię, wiedziałam, że jej się spodoba. Od razu postanowiła zabrać swoją nową walizkę i w drogę. Na miejscu zastałyśmy zarośnięte już tory, wszystko opuszczone i nieczynne. Jednak opowieści o starym dworcu w Lipianach i małej mamie wysłuchała uważnie, ciekawe ile z tego zapamięta . . .











czwartek, 20 października 2011

Antoś.

Przedstawiam Wam małego przystojniaka - Antosia. Zakochałam się w jego usteczkach, maleńkich rączkach i zadartym nosku. Kilka dni temu, dzięki wielkiej pomocy mamy Antosia Kasi i czujnego nadzoru taty : ) , mogłam uwiecznić to nowe, niespełna trzytygodniowe maleństwo. Był bardzo dzielny i cierpliwy, po prostu słodki aniołek.











 





piątek, 14 października 2011

Sekreciki.

"Spadła gruszka do fartuszka,
a za gruszką dwa jabłuszka,
a śliweczka spaść nie chciała
bo była jeszcze nie dojrzała."

Moja przedszkolaczka przygotowuje się do pasowania na przedszkolaka, pilnie uczy się wierszyków i piosenek. Oczywiście to tajemnica, nie mówi mi wszystkiego, ale ten wierszyk zdradziła mi w zaufaniu.
"Ciiiiiiiii . . . to tajemnica . . ."


Skarb jesieni .

- Wiesz mamusiu, dzisiaj byliśmy na spacerze za przedszkolem . - oznajmiła mała z szeroko otwartymi oczyma. - z wężem . . . i szukaliśmy skarbów jesieni .
- Znaleźliście?
- noooo, tutaj i tutaj . . .
- ale gdzie?
- nooo te suche liście, kasztany i takie tam . . .
Coś czuję, że większym przeżyciem był ten wąż i wyjście poza przedszkole, niż jesień :)

Nasz skarb jesieni jest najsłodszy i najczerwieńszy, ten z sercem dedykujemy wszystkim Ciociom w przedszkolu, bo dziś przecież Dzień Nauczyciela. Życzymy Wam dużo kreatywności, cierpliwości i chęci dawania miłości dla naszych małych serc.








 W jesiennym deszczu :

środa, 12 października 2011

Śmieszka.

Odgrzebałam stare zdjęcia z cyklu "minki Nadusi". Zrobiłam je w grudniu 2010 r. Trochę zapomniane, ale dzisiaj mnie rozśmieszyły.
Mała nadal mnie rozbawia, jej odpowiedzi są przesłodkie i głęboko przemyślane. Ostatnio czytamy książkę z cyklu edukacyjnych pt. "Na wsi", kiedyś kupił ją Tata ze względu na obrazki, a teraz już czytamy treść. Czasami muszę opuszczać albo wymyślać, bo wiedza jest nieco brutalna. Piszą np., że świnie hoduje się dla mięsa, zwierzęta trzyma się w klatkach i nigdy nie widzą światła dziennego itp.  Ostatnio pytam :

-Nadiu, jak nazywa się mama świnka?
-PROSICA.
- A jak nazywają się cycuszki krówki?
- DOJE.
- Dlaczego owieczki to przeżuwacze?
- BO MUSZĄ DUŻO ŻUĆ TRAWY, ŻEBY MOGŁY DOBRZE MECZEĆ, O TAK MEEEE, MEEEE . . .



wtorek, 11 października 2011

Znalazłyśmy rosnące przy drodze drzewa orzecha laskowego. Ile było radości. Najpierw były zwiady, zebrałyśmy kilka i sprawdziłyśmy czy są pełne. Rozłupałam obcasem jak za dawnych czasów, kiedy obcasów jeszcze nie nosiłam i robiło się to butem. Pełne. Pyszne. nazbierałyśmy pół torby. Uwielbiamy orzechy, każde z nas ma swoje typy: mała lubi laskowe i pistacje, Tata zdecydowanie pistacje (to już na pewno uzależnienie), a ja orzechy włoskie, ale te niedojrzałe, młode, bo kojarzą mi się z dzieciństwem. U babci w ogrodzie rósł wielki orzech włoski, zbieraliśmy orzechy do płóciennych worków i suszyliśmy przy piecu kaflowym.  Najlepsze są takie, które można rozłupać ręką, a w środku są jeszcze białe. Słodkie i pachnące. Mniam...

Dziś zrobimy je z karmelem, albo dodamy do kakao z bitą śmietaną. W sam raz na rozgrzewkę :)











piątek, 7 października 2011

Czarujący październik.

Nie pamiętam tak ciepłego października. To dziwne co dzieje się z pogodą, ale nam jak najbardziej odpowiada. Z przyjemnością wspominam nasz ostatni weekend. Sobotnia wycieczka do muffiniarni, duchota w tramwaju, bo oczywiście poubierałyśmy się za grubo i niedziela na plaży . . . ech . . . było cudownie. Nie spodziewałam się takiej temperatury tuż nad morską wodą, bo zazwyczaj wieje, a tu . . . niespodzianka. Sekret w tym, że pojechałyśmy z dobrą pogodynką - Mariolą, która zawsze czuje nosem jak będzie.

Pierwsza na plaży była Nuta, wpadła od razu do wody, potem Nadia zachowawczo w kaloszach, bo oczywiście ja - nadgorliwa matka stwierdziłam, że się przeziębi.




Jednak to nie trwało długo, bo nagle wszyscy poczuli się rozbisurmanieni i zaczęło się . . .






Było nieśmiałe gili-gili . . .







A potem . . . Woda, piasek, zapach morskiej fali, słońce, być może ostatni raz w tym roku . . . Udzieliło nam się i odbiła nam lekka palma :)







Na koniec złapałyśmy światełko - na pamiątkę, żebyśmy mogli oglądać je zimą, chociaż na zdjęciach.







The End.