To już nasza tradycja. Jak co roku wyruszyliśmy w piętnastogodzinną podróż (niezły wynik, naprawdę, bywało i 19 godzin jazdy). Ponad 900 km, załadowany samochód, pies na przednim siedzeniu, z tyłu bar i ja w roli barmanki: kawa, soczek, energetyk, kanapki, paluszki, ciasteczka, ogórki, woda dla psa... już po dwóch godzinach miałam dosyć, a czekało mnie jeszcze paręnaście :) opłacało się jednak wytrzymać, bo w końcu dojechaliśmy do naszej wolności... babcia i dziadek wniebowzięci, my zmęczeni ale zadowoleni.
Tym razem mała nie była u dziadków rok. Pierwszy dzień wakacji rozpoczęła od ostrożnego rozpoznania terenu.
Szybko przypomniała sobie stare miejsca zabaw, jej mina zapowiadała albo kłopoty albo tajemnicze plany...
...i zaczęło się... tak wygląda miejskie dziecko wywiezione na prowincję. Samo szczęście :)
cdn.
Jakie pianinko dla dziecka wybrać?
1 tydzień temu
Piekne to wasze miejsce wolnosci :)
OdpowiedzUsuńPiekne fotki!!!!!!buzka
D
Dziecko wywiezione z miasta na prowincje...rewelacja!A ta minka...wiadomo już co planowała :)
OdpowiedzUsuńtak, czuła się tam jak ryba w wodzie :)
OdpowiedzUsuń