Stary dworzec kolejowy mojego dzieciństwa. Pamiętam jak stałam rankiem na peronie z mamą zmarznięta, opatulona we wszelkiego rodzaju "michałki", szale, czapy, pamiętam zimny wiatr i czas, który dłużył się niemiłosiernie, kiedy pociąg nie przyjeżdżał. Na dworzec odprowadzał nas Dziadek czerwonym rowerem. Ja siedziałam na ramie, a torby babcia przywiązywała sznurkiem. Kiedy pociąg w końcu przyjeżdżał było różnie, czasami luźno, czasami tłok. Jeden raz mama podała mnie do środka oknem, tak dużo było ludzi. Potem cztery i pół godziny jazdy, czasami z przesiadką . . . 218 km. Zapach pociągu, herbaty z cukrem i kanapek . . . Nie lubiłam powrotów, za każdym razem wolałabym zostać u dziadków.
Na ten stary dworzec zabrałam Nadię, wiedziałam, że jej się spodoba. Od razu postanowiła zabrać swoją nową walizkę i w drogę. Na miejscu zastałyśmy zarośnięte już tory, wszystko opuszczone i nieczynne. Jednak opowieści o starym dworcu w Lipianach i małej mamie wysłuchała uważnie, ciekawe ile z tego zapamięta . . .
Jakie pianinko dla dziecka wybrać?
1 tydzień temu
Mala podrozniczka, swietny klimat na zdjecia :) i piekne fotki Milcia :D
OdpowiedzUsuńNoo Lipiany to ja pamietam,hihi wtedy to mnie taka zdezorientowana czy to na pewno tu - odbieralas z dworca:)Pamietam do dzis te kilka dni w Lipianach :) - pewnie sie nie spodziewalas co?
buzka
D
Oooooo pamiętam. Chciałabym, żebyś teraz też mnie tak zaskoczyła.
OdpowiedzUsuńprzepiekne....az sie wzruszyłam
OdpowiedzUsuńMaciejko - Bardzo mi miło :) dziękuję.
OdpowiedzUsuń